Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Grand Central - Blog Agaty Czarnackiej o demokracji w Polsce, Unii i na świecie Grand Central - Blog Agaty Czarnackiej o demokracji w Polsce, Unii i na świecie Grand Central - Blog Agaty Czarnackiej o demokracji w Polsce, Unii i na świecie

10.11.2016
czwartek

Naród głęboko podzielony (EDIT)

10 listopada 2016, czwartek,

Choć Hillary Clinton wygrała tzw. popular vote, czyli w wyborach bezpośrednich miałaby prezydenturę w kieszeni, Donald Trump uzyskał sporą przewagę w ramach systemu głosowania elektorskiego. Być może warto pokusić się o pogłębioną analizę podobieństw między procesami wyborczymi w Polsce, gdzie nieco ponad 39 proc. głosów oddanych w wyborach parlamentarnych przełożyło się na bezwzględną większość sejmową dla PiS, a Stanami Zjednoczonymi, gdzie wytworzył się podobnej skali rozziew między liczbą głosów a wynikiem wyborczym.

Zanim się tym zajmiemy, warto przyjrzeć się czyimi głosami, lub ich brakiem, wygrał Donald Trump.

Wielką strategiczną porażką w kampanii Hillary Clinton okazało się postawienie na jednolity interes kobiet – wbrew nauce wyciągniętej przez ruch feministyczny już w latach 60. i 70. ubiegłego wieku, że interesy kobiet różnych klas czy ras bywają niekiedy sprzeczne. I faktycznie, o ile 54 proc. kobiet głosowało na Clinton (o jeden punkt procentowy więcej niż na Obamę), to aż 42 proc. opowiedziało się za Donaldem Trumpem. Skądinąd w stosunku do sondaży opinii sprzed kilku tygodni „męska solidarność” po stronie kandydata Republikanów również zawiodła – na Trumpa głos oddało 53 proc. mężczyzn.

Bardzo wyraźny podział widać było z kolei na gruncie różnic rasowych (58 proc. białych za Trumpem, 88 proc. czarnych i po 65 proc. Latynosów i Azjatów za Clinton), wiekowych (gdyby głosowali tylko młodzi, Clinton wygrałaby we wszystkich stanach poza ośmioma), miejsca zamieszkania (duże miasto vs. obszary rolnicze i małe miasteczka) czy przynależności do mniejszości seksualnych.

Podobnie jak w Polsce za kontynuacją rządów demokratów opowiedzieli się w większości beneficjenci polityki za administracji Obamy. Spośród osób deklarujących, że dziś mają się lepiej niż jakiś czas temu, aż 72 proc. poparło Clinton. Ci, którym się pogorszyło, poparli Trumpa (78 proc.). Ci, którzy nie zauważają różnicy, głosowali natomiast po równo (sondaże opinii wskazują po 46 proc. dla każdego z głównych kandydatów).

Rzeczywiście kraj podzieliła kwestia imigrantów. I tak, Clinton poparło zaledwie 10 proc. zwolenników budowy muru wzdłuż granicy z Meksykiem (86 proc. zagłosowało na Trumpa) i 14 proc. zwolenników konsekwentnej polityki deportacji nielegalnych imigrantów (84 proc. poparło Trumpa). Innym mocnym wyznacznikiem była ocena rządów prezydenta Obamy (tylko 10 proc. wyborców Trumpa ocenia je pozytywnie, a ledwie 6 proc. wyborców Clinton uważa je za złe).

Co ciekawe, na wynik wyborów nie miał wpływu deklarowany dochód – poparcie dla obojga kandydatów rozkładało się mniej więcej po równo we wszystkich decylach dochodowych.

I najważniejsze: wydaje się, że rozstrzygającym czynnikiem motywującym do zagłosowania na Trumpa było przekonanie, że „przyniesie niezbędną zmianę”. W imię tego wyborcy byli gotowi wybaczyć mu nieuczciwość czy fakt, że budził w nich antypatię.

Wszystko wskazuje na to, że były to wybory o rekordowo niskiej frekwencji. W 2012 roku głosy oddało 54,9 proc. uprawnionych. Jak alarmuje „Washington Post”, we wtorkowych wyborach frekwencja była najniższa od czasów II wojny światowej i wyniosła zaledwie 36,4 proc.

Jak widać, problemy trapiące polską demokrację, nie są do niej ograniczone, a regularności, które mogliśmy obserwować podczas ostatnich wyborów w kraju, są z grubsza (poza czynnikami rasowymi) podobne do tego, co ma dziś miejsce w USA.

EDIT! PRZEPROSINY! W tekście pomyłkowo (ach, te emocje) zacytowałam artykuł „Washington Post” na temat frekwencji w listopadowych amerykańskich wyborach, który jednak dotyczył wyborów do Kongresu i Senatu (⅓ miejsc) z 2014 roku. Dane te zresztą jeszcze nie były dostępne – wyliczanie udziału w głosowaniu wciąż trwa, choć zbliża się ku końcowi.

Już wiemy, że zeszłotygodniowa frekwencja wcale nie była tak dramatycznie niska jak wtedy. Według danych z 15 listopada (podaję za serwisem FiveThirtyEight) wyniosła 58,1 proc. uprawnionych do głosowania. Jeszcze raz przepraszam wszystkich Państwa, których mogłam wprowadzić w błąd.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 39

Dodaj komentarz »
  1. W pierwszym akapicie Autorka popełnia kilka rzeczowych i merytorycznych błędów. PiS nie dostał ponad 39% głosów tylko znacznie poniżej 38% głosów a przy systemie, który ma być z założenia proporcjonalny dało mu to 51% mandatów, co obróciło zasadę proporcjonalności w absurd. Zawdzięcza to hazardowej ordynacji wyborczej, która wyrzuciła ponad 2,5 miliona głosów do kosza (ponad 16% wszystkich głosów), albo jeszcze gorzej przesunęła tych 2,5 miliona głownie lewicowych głosów na „prawicę”.

    W USA wybiera się prezydenta w systemie stanowo-elektorskim, a więc nie proporcjonalnym i pewne efekty nierównowagi głosów jak również kumulacji wyników są w tym systemie naturalne. Nie jest to system PROPORCJONALNY. Na przykład w bardzo małych stanach głos trochę więcej waży, niż w ogromnej Kalifornii. I to stany wybierają prezydenta w większości według zasady „zwycięzca bierze (ze stanu) wszystko”. To trochę podobnie jak w EU, w której maleńkie kraje mają ponadproporcjonalną wagę głosu w porównaniu do największych krajów.

    Mimo to efekt przewagi Clinton w głosach obraca się w rzędzie promili a nie dziesiątek punktów procentowych jak w Polsce (Clinton miała ok 200 tys głosów przewagi na blisko 60 milionów uzyskanych głosów) Zatem porównywanie sytuacji USA i Polski jest absurdalne, podbnie jak porównywania kota z koniem. Chociaż system w USA nie jest założenia proporcjonalny to jest on 100 razy „proporcjonalniejszy” i sprawiedliwszy w przydzielaniu głosów niż ruski system pseudowyborczy w Polsce.

    Autorka myli więc liczby, rzędy wielkości w porównaniach jak również modele i filozofie wyborcze.

    Komentarz dotyczy wyłącznie pierwszego akapitu.

  2. Szanowna Pani !.

    Porównywanie Polski do USA to tak jak porównanie konia arabskiego z mułem. Nie ma tu wspólnego mianownika. Wyszukiwanie podobieństw jest wielkim nieporozumieniem. Demokraci przegrali na własne życzenie wystawiając p. Clinton, która już w prawyborach powinna przegrać z B. Sandersem. Wygrała tylko temu, że Ona i jej sztab dopuścili się szeregu nieczystych zagrań. Ameryka nie jest podzielona, po prostu bardzo wielu Amerykanów jej nie lubi ze względu na jej przeszłość i jeszcze te nieczyste zagrania jak choćby to, że znała pytania które padną w debatach. Dlaczego większość Amerykanów nie lubi p. Clinton, pokazała to choćby we wczorajszym wystąpieniu, gdzie pokazała swoją małość i zawiść. Przez gardło jej nie przeszły gratulacje dla rywala, który z kolei w pierwszym słowie powiedział dziękuję Sekretarz Hilary Clinton. I kto tu pokazał większe chamstwo już w pierwszym dniu. Demokraci po prostu przedobrzyli, udało im się wygrać prezydenturę dla czarnego, który notabene na to nie zasługiwał, więc poszli za ciosem i chcieli to zrobić dla kobiety. Chcieli przejść do historii jako ci pierwsi. Amerykanie nie dali się na to nabrać i tyle a demokraci przegrali wszystko bo i w Senacie i w Izbie Reprezentantów. Niska frekwencja; to proste oboje nie zasługiwali na start w wyborach na ten urząd i tyle. Dziwić się jedynie należy, że naród liczący ponad 330 mln. mieszkańców nie znalazł godnych tego stanowiska kandydatów.
    Jestem przekonany, że prezydentura D. Trampa będzie b. dobra w szczególności dla mieszkańców Ameryki. Nie na robi on takich głupstw na świecie jak Prezydent G.Bush, a Prezydent B. Obama w ogóle nie zamierzał ich naprawić. Może zmieni politykę do Europy, ale w niewielkim stopniu. majestat urzędu Prezydenta Stanów Zjednoczonych sprawi, że będzie On całkiem innym człowiekiem w stosunku i do kobiet i do swojego otoczenia jak i kontakty z politykami innych państw będą na wysokim szczeblu dyplomacji.

  3. Ciekawe i dające do myślenia informacje. Kolejne dane uzasadniające pogląd, że funkcjonalne zużycie kapitalizmu jako ustroju optymalnego społecznie, pogłębia się, i uwidacznia się to w co raz bardziej skonfliktowanym społeczeństwie. Jest to zjawisko ujawniające się na całym świecie. To jest istotne podobieństwo z wyborami w Polsce, aczkolwiek dalszych podobieństw nie dostrzegam. System wyborczy Stanów Zjednoczonych jest dostosowany do federalnej struktury. Zwięźle; stany są to państwa, które znaczną część swojej suwerenności przekazały na rzecz władzy centralnej, nie mniej same w sobie tworzą zróżnicowany system polityczny a przede wszystkim prawny a umowy konstytuujące są różne dla każdego stanu. Ta okoliczność powoduje, że na najważniejszy urząd w państwie federalnym, w wyborach powszechnych, obowiązuje system elektorski, czyli o wyborze prezydenta nie decyduje tylko bezwzględna liczba głosów lecz również stan jako całość, dlatego wygrany w danym stanie, bierze wszystko. System ten jest krytykowany, nie mniej trzeba zauważyć, że gdyby obowiązywał większościowy, to prezydent wybrany w takim systemie mógłby być kontestowany nie tylko przez poszczególnych wyborców ale stan jako państwo wchodzące w skład federacji, i niewątpliwie byłby do bardzo silny argument wetujący, uruchamiający niepożądane tendencje odśrodkowe.

    Porównanie do systemu polskiego jest niezbyt fortunne. Amerykański system elektorski ma swoje uzasadnienie i wydaje się optymalny ale jak zwykle nic nie jest doskonałe, stąd kandydat, który uzyskał więcej głosów, może nie zostać prezydentem. Natomiast system polski jest niby proporcjonalny gdyż zbyt silnie promuje partię zwycięską. Istota zła tego systemu tkwi w technice obliczeń, która jak pokazują ostanie wybory doprowadził do tego, że głosy lewicy wsparły PiS … a żaden zdrowy na umyśle lewicowiec nie poparłby tej partii. Cudaczny skutek istnienia progów; 5% dla partii i 8% dla koalicji … to jest ‚jądro ciemności’ polskiego systemu i fundamentalna sprzeczność z istotą demokracji, gdzie powinna być zapewniona reprezentacja wszystkich poglądów i interesów politycznych. Ponadto jest jeszcze następny katastrofalny skutek progów wyborczych, mianowicie partyjniactwo … ten system powoduje, że szef partii jest panem i władcą wobec członków, on decyduje o listach, zamiera dyskusja, pacyfikowane są odmienności, obowiązuje ścisłe podporządkowanie i to jest następna sprzeczność z sensem demokracji.

    Pozdrowienia.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. @Haszszu

    Jak już mówimy o wadach polskiego systemy wyborczego to od siebie dodam że:

    a) kardynalną wadą polskiego systemu wyborczego do Sejmu jest złamanie zasady powszechności, czyli niemożność powszechnego udziału obywateli w procesie wyborczym. Ta wada praktycznie dyskwalifikuje ten system jako demokratyczny. Fundamentem demokracji jest powszechność, równość i wolność wyborów gdzie każdy obywatel indywidualnie ma swobodę korzystania z biernego i czynnego prawa wyborczego. Polski system eliminuje obywateli bezpartyjnych z wyborów formalnie i całkowicie (dopuszczalność jedynie wieloosobowych list o charakterze partyjnym) oraz eliminuje praktycznie i całkowicie lokalne ugrupowania obywateli (lokalne listy partyjne są niewybieralne z powodu progów wyborczych) De facto mamy monopol scentralizowanych klik partyjnych, które (w konsekwencji tego systemu) nie są w zasadzie partiami politycznymi w klasycznym znaczeniu lecz są wytworami medialnymi pozorującymi partie polityczne.

    b) Pomijając tę wadę kardynalną drugą wadą podstawową jest połączenie metody d’Hondta z olbrzymimi progami wyborczymi. W systemach proporcjonalnych pewne metody premiowania najsilniejszych partii są w zasadzie uznawane i dozwolone. Ale to ma być premia, która może trochę naginać zasadę proporcjonalności, ale nie może wywracać zasady proporcjonalności do góry nogami. Np. sam metod dHondta może być uznaną formą takiej premi. Jak partia dostaje 48,5% głosów a do tego premię pozwalającą na uzyskanie absolutnej większości, to jest to jeszcze w porządku i w miarę zgodne z zasadą proporcjonalności. Ale gdy paria dostaje 37,5% głosów i obejmuje absolutne rządy, natomiast opozycja otrzymuje 62,5% głosów i traci w zasadzie możliwość wpływu to jest to całkowity absurd i kpina z zasady proporcjonalności.

    Same progi wyborcze też mogą być formą takiej premii pod warunkiem, że próg dotyczy tylko ogólnokrajowych partii, nie jest zbyt duży i nie łamie zasady reprezentatywności oraz zasady powszechności. Wtedy większe partie też uzyskują premię wynikającą z eliminacji partyjnej drobnicy. I to jest w porządku.

    W Polsce natomiast połączono obie metody, które tak jak ostatnio prowadzą do istnych absurdów i do zasady antyproporcjonalności. Eliminacja 2,5 miliona głosów w wyniku absurdalnych progów połączona z metodą d’Hondta powoduje, że wyraźna mniejszość zdobywa absolutną władzę.

    c) Te dwie okoliczności powodują, że Polska nie jest w zasadzie demokracją, lecz jest dyktaturą klik partyjnych, która jest umocniona postawieniem się partii ponad prawo i systemem partyjnej samoobsługi w postaci zawłaszczenia państwa, niewspółmiernego i niekontrolowanego samofinansowania z budżetu państwa. Wszystkie istotne zasady demokracji jak powszechność, równość, wolność i reprezentatywność wyborów są ich fasadą, fikcją, karykaturą. W rezultacie jest tym samym cała demokracja. A władza partyjnych klik jest metodami demokratycznymi nie do naruszenia. Ludzie nie mając fizycznej możliwości zgłaszania oddolnie własnych kandydatów zostali pozbawieni wszelkiego wpływu na półświatek partyjnych klik. Stąd też ich negatywny stosunek do polityki, do takiej demokracji i do państwa.

    To jest trochę off topicowo ale na ważne tematy.

  6. „(…) Jak alarmuje „Washington Post”, we wtorkowych wyborach frekwencja była najniższa od czasów II wojny światowej i wyniosła zaledwie 36,4 proc.”(…)”

    Pani Agato, link kieruje na artykuł z 2014r.

  7. Kiedyś wiązano czarny kolor skóry z niższą inteligencją. Teraz wydaje się, że jest dokładnie odwrotnie.

  8. Wg wstępnych szacunków frekwencja wynisła 56,5% 130.8/231 mln (vox.com).
    Byłaby więc zbliżona do tej z 2012 – 53.6%

    Populizm to potężny oręż we wszelkich wyborach i jazda na ludzkich lękach i strachach.
    Wielu na tym jedzie – do kolejnego rozdania kart.

    Ordynacje wyborcze też robią swoje.

  9. @snakeinweb
    10 listopada o godz. 17:32
    Otóż to:)

  10. Niech polscy czytelnicy i polscy politycy popatrzą na mapy poszczególnych stanów , a w nich na rozkład oddanych głosów na poszczgólnych obwodach wyborczych . Kolor czerwony to republikanie , kolor niebieski demokraci . Cała Ameryka jest republikańska , tylko duże miasta , chore na libertynizm są demokratyczne , czyli niebieskie. Nawet w takim stanie jak Illinois tylko dzięki rozpasanemu Chicago wygrywają demokraci , cały stan Illinois jest republikański w tych wyborach. To nie jest przypadek , że wygrał Trump, tylko media głównego nurtu fałszują obraz Ameryki . Ameryka ma dość demoralizacji i przestępczości w dużych miastach jak Chicago , Nowy Jork, czy Los Angeles . Ameryka chce zmian i te zmiany sama wymusiła na zdemoralizowanych elitach.

  11. @ mpn
    Kiedy sie patrzy na dwie wazne postacie, ktore spotkaly sie dzisiaj w Bialym domu, to wrazenie, o ktorym piszesz, jest nieodparte.

  12. „Jak alarmuje „Washington Post”, we wtorkowych wyborach frekwencja była najniższa od czasów II wojny światowej i wyniosła zaledwie 36,4 proc.”

    Cos tu nie gra. Link prowadzi na strone z 2014 r.

    W tym roku bylo 118 mio. wyborcow na 219 mio. potencialnych (albo 146 mio. uprawnionych, bo zarejestrowanych). Wiec frekwenja wyniosla 53,9% (80,8%). Wiec Trumpa wybralo 27% wyborcow (potencjalnych).

    W Polsce potencialnych i uprawnionych wyborcow jest tyle samo. Frekwencja wyniosla 50%. Wiec PiS wybralo 18% wyborcow. Powinni sie wstydzic, nawet w porownaniu z Trumpem.

  13. Moje podsumowanie:
    Jezeli w wyborach zwycieza kandydat, ktory otrzymal mniejsza liczbe glosow – to ten system jest do d…
    Jezli w wyborach zwycieza kandydat, ktory nie mial nic do powiedzenia a tylko klamal, grozil, obrazal i wyzywal – to wyborcy sa do d…

  14. Wniosek jest jeden: wszystkie przepowiednie ekspertów są figę warte. Powinni dostać po 20 batów i oddać pieniądze za ekspertyzę.

  15. Czułem, że „Idiokracja” była wypowiedzią ważna i forma ostrzeżenia, ale nie smialem przypuszczać, że to było proroctwo, dotyczące całkiem nieodleglej przyszłości.

  16. @snakeinweb, @haszszu, @mpn, @kruk – szacun, rzetelnie, lopatologicznie i w punkt

  17. W komentarzach nt. wynikow wyborow prezydenckich w USA, ktorych zwyciezca zostal D. Trump brakuje tzw. szerszego kontekstu, ktory jest kluczowy.

    A wiec np. informacji, ze DEMOGRAFIA spowodowala, ze biali Amerykanie juz za kilkanascie lat stana sie mniejszoscia rasowa.

    JUZ NA ZAWSZE.

    A takze informacji o tym, ze Zachod po 500-600 latach dominacji przestal byc Hegemonem w globalnym swiecie, a Ameryka, ktora byla/jest jego symbolem dominuje dzis nad swiatem juz tylko na poziomie militarnym.

    A Zachodem (i poki co globalnym swiatem) rzadzi dziki Wielki Kapital.

    Amerykanie to wiedza przygladajac sie swoim portfelom i portfelom swoich dzieciakow (media mainstreamu im tego nie mowia).

    Od poczatku prawyborow bylo wiec widac, ze i wsrod demokratow i republikanow mamy do czynienia z rewolta przeciw waszyngtonskim elitom. D.Trump stanal na czele tej rewolty wsrod republikanow i wygral podporzadkowujac sobie Partie Republikanska i czyniac jej establishement polityczna scenografia w swoim politycznym cyrku.

    B. Sanders probowal zrobic to samo wsrod demokratow, ale przegral, gdyz demokratyczny establishement poparl H.Clinton, kandydatke – DE FACTO – Wall Street i kompleksu militarno-przemyslowego.

    Co dla przecietnego bialego Amerykanina znaczylo, ze maja do wyboru D. Trump’a, ktory jest z ludem bozym Ameryki, i H. Clinton z elitami, kolorowymi, mniejszosciami obyczajowymi, itd. : o wyniku wyborow zdecydowalo ok. 8% Ameryknow, ktorzy od lat nie glosowali ale 8/11/2016 poszli do urn i dali zwyciestwo Trumpowi.

    Majac nadzieje, ze slodka iluzja ktora im sprzedal w swoim sloganie wyborczym – MAKE AMERICA GREAT AGAIN – sie zmaterializuje.

    PS. Pomijam niuanse systemu wyborczego USA, ktore swietnie wykorzystali polityczni stratedzy D.Trumpa i mizerie profesjonalna/intelektualna kierowanej przez waszyngtonskich aparatczykow ekipy wyborczej H.Clinton

  18. W tym roku glosowalo 131,7 mln Amerykanow, czyli 56,9% ogolu uprawnionych, wiecej niz w 2012, gdy do urn poszlo 131,3 mln, sugeruje strone http://www.electproject.org/2016g, podaje miarodajne dane. „Eksperci” zupelnie nie rozumieja systemu elektorskiego. Gdyby wybory byly bezposrednie o wyniku decydowalyby Kalifornia, Nowy Jork, Illinois, oraz wielkie aglomeracje. Geniusz Ojcow Zalozycieli spowodowal, ze o wyniku moze zadecydowac maly powiat np. w Indianie. Federalizm przesadza o wyborach, bowiem nie mamy w Ameryce nawet federalnego ogolnokrajowego spisu wyborcow!

  19. Każdy kabotyn uważa się za tego inteligentniejszego od tych,
    którzy myślą inaczej niż on.

    Według Pani Redaktor…Amerykanie powinni zmienić swój system na „sluszniejszy” żeby wygrała Clinton.
    Założę się,
    że w odwrotnej sytuacji nie byłoby uzalania się na niesprawiedliwa rzeczywistość.

  20. @Andrzej Falicz
    Ststem, w którym waga twojego głosu zależy od stanu, w którym mieszkasz, nie jest sprawiedliwy.

  21. ”Kiedyś wiązano czarny kolor skóry z niższą inteligencją. Teraz wydaje się, że jest dokładnie odwrotnie.”

    Co jest odwrotnie? Teraz niższą inteligencję wiąże się z czarną skórą?

  22. @mpn

    Bzdury gadasz. W federacjach i uniach balansuje się siły krajów, stanów lub subregionów poprzez dowartościowywanie małych i osłabianie dużych.

    Przykład UE. Malta ma ma w Radzie Europejskiej 3 głosy a około 200 razy większe Niemcy tylko 29 głosów. Luksemburg, Cypr, Estonia, Łotwa i Słowenia mają po 4 głosy. W sumie 6 najmniejszych państw UE mających pewnie razem ok 10 mln mieszkańców ma prawe tyle samo głosów co 80 milionowe Niemcy. Dwa razy mniejsza od Niemiec Polska ma niemal równą siłę głosu co Niemcy (27 głosów).

    Twoje rozumienie sprawiedliwości jest raczej prostackie, albo i żadne.

  23. @snakeinweb
    Sam gadasz bzdury. A co mnie obchodzi siła stanów czy regionów? Stany czy regiony nie maja praw i nie biorą udziału w wyborach. Prezydenta wybierają obywatele. Twoja sprawa, że masz inne zdanie.
    I co, wszyscy maja się pokłonić twoim poglądom? Swoją ocenę sprawiedliwości zachowaj dla siebie i nie obrażaj innych.

  24. Stany czy regiony nie mają praw i nie biorą udziału w wyborach. A ziemia jest płaska i wisi na barkach czterech słoni. Bredzisz głupoty jak Macierewicz i Trump razem wzięci.

    W państwach federalnych to stany są pierwszym podmiotem wszelkich praw i to stany wybierają prezydenta (tak jest w USA). Tak jak w uniach (UE) pierwszym podmiotem wszelkich praw są suwerenne państwa, które tworzą pomocnicze struktury europejskie.

    Więc nie zaplątuj się w swoich bredniach i odlotach od faktów i rzeczywistości, chociaż to plaga dzisiejszych czasów. Stąd te PiS-y, zamachy smoleńskie, Brexity i Trumpy. Dzięki takim jak Ty do których już żaden fakt nie dociera.

  25. Hahaha – „Ghostwriterowi” Billa zachcialo sie stac w swietle reflektorów i przysiegac na pudelko po cygarach (przeciez nie na Biblie Abrahama Lincolna !) na stopniach Kapitolu…. A tu taaka kicha ! Wszystko przez ten „hamerykanski” PiS ! Jak odebrala tego kopa „Killary” !?? 😉

    https://www.youtube.com/watch?v=eFTO2T7qzGo

  26. ‚snakeinweb’
    10 listopada o godz. 17:32

    Szanowny ‚snakeinweb’, miło wiedzieć, że mamy podobny, a nawet zgodny pogląd na rolę sytemu wyborczego w tworzeniu patologi w organizacji politycznej państwa i kreowaniu problemów nękających polską demokrację. Oczywiście nie jest to jedyny czynnik ale bardzo istotny.

    Pozdrowienia.

  27. @snakeinweb
    No nie są. Nie są osobami, nie mają woli, niezależnie od tego, co im jeden czy drugi głupek przypisuje. Taki jak ty. Żadnych argumentów, tylko wyzwiska, obrażanie. Zupełnie jak wskazani przez ciebie politycy.

  28. Uważam, że system wyborczy w US of A jest strasznie dziwny i przestarzały,
    podobnie jak fakt, że wybory odbywają sie w dzień roboczy a nie w weekend,
    jak to ma miejsce w cywilizowanych państwach.
    To, że lokale wyborcze zamykane są o 20:00 lub nawet o 19:00
    też jest dowodem na to, że wciąż obowiązują tu 18-towieczne reguły…

    Tym niemniej te wszystkie reguły są dokładnie znane i wszyscy kandydaci
    rozgrywają według tych samych reguł. Hilarcia po prostu przegrała
    dosyć łatwą do wygrania grę. Podobnie jak to często robią Polscy piłkarze.
    Szkoda. Czuję się tak jak 13 grudnia 1981.
    Tylko wtedy wiedziałem, że to kiedyś się skończy.
    Teraz nie jestem pewien, ale pora wpiąc opornik czy agrafkę do klapy.
    !No pasaran!

  29. @Haszszu

    Też się cieszę, że ktoś podziela tutaj moje spostrzeżenia. Na tym portalu to raczej rzadkość. W zasadzie rzadkością jest, że ktokolwiek się sprawami ustrojowymi na tym poziomie interesuje i że podstawowe mechanizmy demokratyczne rozumie, co trochę dziwi z uwagi na miejsce zasłużonego politycznego czasopisma. Fryzura Trumpa czy fantazyjne brednie Macierewicza to dominujące tematy polskiej polityki, które wypełniają pierwsze strony prasy politycznej.

  30. @ snakeinweb godz.22:20
    Gratuluje samozadowolenia.

  31. Skad pani Redaktor brala informacje o frekwencji? Wg oficjalnych danych frekwencja we wtorkowych wyborach wyniosla 55% uprawnionych i byla najnizsza nie od II wojny tylko od 20 lat. Wstyd !

  32. Tytuł śmieszny -jak sie cos albo kogos wybiera zawsze jest podział

    Porównywanie wyborów Prezydenta czyli wladzy wykonawczej czy wladzy ustawodawczej oraz wladzy sadowniczej z polskim czy jakimkolwiek innym państwie na swiecie ma sie tak jak moja piesc do czyjegosc nosa.Takie porownanie nie da sie przeprowadzić gdyż USA to państwo federacyjne zaś ustrój republikański . Komstytucja gwarantuje obywatelowi prawo do bezpośredniego wyboru na wszystkich etapach wyborów wladzy wykonawczej,ustawodawczej i co najważniejsze władzy sadowniczej.Konstytucja rowniez gwarantuje start w prawyborach bez formalnej przynaleznosci i poparcia danej partii.Donald Trump wykorzystal te prawo.

    Wprowadzenie takiego systemu jest w Polsce niemożliwe z uwagi na obowiazujaca konstytucje III RP.

    Dalsza analiza Autorki ile procent,jak kobiety czy inne grupy glosowały jest bezprzedmiotowa gdyż Autorka ,wiekszosc speców nie rozumie na czym faktycznie polegal wybor byłych Prezydentow w ostatnich latach a przelomem był wybor Ronalda Regana.

    Biznes wyboru polega ,że o wyborze decyduja tzw Swing states z wyborcami tzw.swing voters.Są to stany obecnie Ohio,Michigan,Wiscansin ,Pensylwania i Floryda z specyfika wyborcow pochodzacych z Kuby.

    Dlatego w systemie elektorskim trzeba zacząc od wygrania Florydy a potem Ohio,Michigan,Wisconsin oraz czasem Pensylwanii a reszta stanów z bilansu sie zrowna i jest to w miare constans..Jest to stosunkowo łatwe jednak trudnoprzewidywalne gdyż wygrana najczesciej w danym stanie dotyczy przejecie czesto tysiaca czy kilku tysiecy głosów.Te stany głosowały zwyczajowo głosują demokratycznie gdyz byl tam zawsze przemysł i zwiazki zawodowe.Pierwszego wyłomu dokonal Ronald Reagan gdzie czesc wyborcow demokratycznych wybrała Republikanina zamiast demokraty Cartera.Tych wyborcow odtad nazywa sie Reagan Democrats a wzsrod nich
    sa tysiace Amerykanow polskiego pochodzenia w trzecim i czwartym z starej emigracji nawet jeszcze z XIX wieku .Reagan ująl ich antykomunizmem i stosunkiem do Polski.

    Dlatego szanowna Autorko aby zabezpieczyc sobie czesc tzw Regan Democrats pochodzenia polskiego w stanie Ohio ,Michigan ,Pensylwania oraz Wiscansin Donald Trump złozyl zaskakujaca wizycie u Polonusow w siedzibie KPA w Chicago Przedtem tylko odwiedził grupe pochodzenia zydowskiego .Kosztowalo to go kilka komlementów i pomoglo zostać Prezydentem USA przechwytujac nawet Pensylwanię własnie te swing voters i jeszcze dodatkowo wstawiajac obietnice powrotu fabryk.

    Odpowiedż Hillary Clinton powinna byc natychmiastowa – wizyta w polskich Delikatesach na przedmiesciach Chicago i spalaszowanie polish sasuage oraz pierogów z wychwaleniem pod niebiosa wkladu Polakow w budowe Ameryki.Niestety doradcy tacy madrzy jak Autorka zajmowali sie kobietami ich prawami,murzynami ,latynosami a nie pomysleli o kielbasie i pierogach i to jest najwazniejszy powod kiedy kielbasa i pierogi zadecyduja o losie swiata.

    Trochę koncowke ujolem humorystycznie ale tak to od podszewki wyglada całkiem prozaicznie a nie jak Autorka czy komentatorzy rozpisują sie o podobieństwach do Polski czy onalizując drobiazgowo kto popiera a kto nie.i dlaczego..

    To wlasnie ustój republikańsko -federacyjny powoduje ,ze sa obecnie cztery stany gdzie odbywa sie batalia o wybor Prezydenta – prosze popatrzeć na mape głosowan stanów w kolejnych ostatnich elekcjach porównać z elekcja z tego roku i wnioski dla osoby myślacej logicznie sa oczywiste.

    Jerzy Zakrzewski
    Palatine,Illinois

  33. Oczywiscie powinien napisac Reagan.

  34. @snakeinweb
    Rozumienie, wyobraź sobie, nie jest tożsame z podzielaniem twoich poglądów.

  35. Przegrał zgniły do cna establishment. „Dobra zmiana” idzie przez Europę. A teraz w USA. Wystarczą wybory w tych kilku państwach, by problemy PiS z Zachodem się skończyły. Francja, Austria, Holandia, a nawet Niemcy. Wygrywa prawica i co zrobicie lewacy?

  36. @Jacek,NH „Przegrał zgniły do cna establishment.” Zastapil go inny, jeszcze bardziej zgnily i skorumpowany. Zamienil stryjek? Nie sadze – wole „uklad” demokratow. Zobaczymy, jak sie spisze uklad Trumpa.

  37. @Jacek, NH
    Problemy z samym sobą rządzących będą trwać. Bo niestety świat się nie dostosuje do poglądów.

  38. „Kobiety różnych ras”
    Czy Mein Kampf jest p. ulubioną lekturą czy może wie Pani coś na temat ras ludzkich o czym my nie wiemy?

  39. @pro-contra
    Rasy ludzkie się dość powszechnie wyróżnia, choć często niewłaściwie.

  40. Wierzący w cuda wybierają trumpy, kaczyńskie…
    I dobrze, co jakiś czas trzeba sprawdzić „cudotwórców” i hochsztaplerów…
    To niezbędna wentylacja układów decyzyjnych by przeprowadzić za czas pewien kolejną zmianę mającą hipotetyczny walor świeżości i inności.