Czy system prezydencki w USA uratuje świat przed Trumpem?

Na początek przeprosiny. W poprzednim tekście pomyłkowo (ach, te emocje) zacytowałam artykuł „Washington Post na temat frekwencji w listopadowych amerykańskich wyborach, który jednak dotyczył wyborów do Kongresu i Senatu (⅓ miejsc) z 2014 roku. Dane te zresztą jeszcze nie były dostępne – wyliczanie udziału w głosowaniu wciąż trwa, choć zbliża się ku końcowi. Już wiemy, że zeszłotygodniowa frekwencja wcale nie była tak dramatycznie niska jak wtedy. Według danych z 15 listopada (podaję za serwisem FiveThirtyEight) wyniosła 58,1 proc. uprawnionych do głosowania. Jeszcze raz przepraszam wszystkich Państwa, których mogłam wprowadzić w błąd.

A teraz wróćmy do Donalda Trumpa. Z punktu widzenia osób zajmujących się demokratyczną polityką obecna kadencja będzie interesującym testem słynnych ustrojowych bezpieczników (checks and balances, safety latches) mających chronić demokracje przed autorytaryzmem, osuwaniem się w totalitaryzm i innego typu deregulacją. Czasami sugeruje się, że demokracja amerykańska, jako najstarszy nieprzerwanie funkcjonujący ustrój tego typu, miała najwięcej szans na wypracowanie skutecznego systemu zabezpieczeń.

Jeden z najciekawszych współczesnych badaczy polityki Pierre Rosanvallon w swojej najnowszej książce* przekonuje, że wzorowany na amerykańskim system prezydencki, w którym egzekutywa (administracja) nie ma formalnych związków z legislatywą (Izbą Reprezentantów i Senatem), przy krytycznym poziomie autorytarnych zapędów prezydenta może zacząć działać hamująco. Oczywiście pod warunkiem, że stanowienie prawa będzie nadal prerogatywą ciał ustawodawczych, a nie administracji – w formie prezydenckich dekretów.

Rosanvallon wykazuje, że przyczyną i źródłem wykolejenia się demokracji niemieckiej w latach 30. XX wieku było ni mniej, ni więcej tylko brak jasnej granicy między władzą wykonawczą a ustawodawczą oraz uwiedzenie „efektywnością” demokracji plebiscytarnej. Ten termin z epoki pochodzi z pism Maxa Webera. Zacytujmy go:

„Demokracja plebiscytarna – najważniejszy typ demokracji z przywódcą – stanowi, zgodnie z autentycznym sensem, pewien rodzaj charyzmatycznego panowania, skrywającego się w formie wywiedzionej z woli podlegających panowaniu i tylko dzięki niej trwającej prawomocności. Przywódca (demagog) panuje faktycznie za sprawą przywiązania i zaufania swej politycznej drużyny i jego osoby jako takiej. (…) Przeciwieństwem typu plebiscytarnej demokracji z przywódcą są typy bez przywódcy, cechującej się dążeniem do zminimalizowania panowania człowieka nad człowiekiem”.**

Wynikałoby z tego, że konflikt między Donaldem Trumpem a Partią Republikańską, wyrażony w ostrych formach m.in. przez wycofanie poparcia przez kluczowych kongresmenów, a podtrzymywany dzisiaj przez autorytety związane z GOP, może okazać się bardzo dobrą wiadomością. Znane osoby związane z Partią Republikańską m.in. zniechęcają młodych Republikanów do podejmowania pracy w obecnej administracji, a jeśli już chcą to zrobić, to powinni przygotować się psychicznie na konieczność dymisji w każdej chwili. Woli podlegających panowaniu, aby nadal podlegać panowaniu, to raczej nie przypomina. Ale oczywiście wszystko przed nami.

Przy okazji otrzymujemy ciekawą lekcję, także w odniesieniu do demokracji zbudowanej w Polsce. Od kilku kadencji już widać, że władza parlamentu, który mianuje rząd w obowiązującym u nas systemie parlamentarno-gabinetowym, to fikcja. Większość parlamentarna realizuje bez zastrzeżeń – co najwyżej z koniecznością negocjacji wewnątrz koalicji – zadania, jakie otrzymuje od rządu. Legislatywa jest podporządkowana egzekutywie.

W dzisiejszym wydaniu oznacza to właściwie demokrację plebiscytarną w czystej, przedstawionej przez Webera formie, z charyzmatycznym przywódcą sterującym rządem z ławy parlamentarnej, który to rząd z kolei dyktuje ustawy całkowicie podporządkowanym posłom. Model weberowski jest wyczerpywany łącznie z problemami wynikającymi z podporządkowania gospodarki konieczności zadowalania suwerena. Wszystko to jest bardzo ciekawe. Dla filozofki polityki…

* P. Rosanvallon, Du Bon gouvernement, Seuil, 2015 (rozważane jest wydanie polskie w serii wydawniczej Fundacji im. prof. B. Geremka)
** M. Weber, Gospodarka i społeczeństwo. Zarys socjologii rozumiejącej, tłum. D. Lachowska, PWN, 2002.